Informacje Praktyczne

TERMIN WYJAZDU: 1 sierpień - 19 wrzesień 2002

CZAS TRWANIA: 50 dni

EKIPA:
Cztery fantastyczne dziewczyny: dwie studentki geografii z Uniwersytetu Gdańskiego, trzecia już po studiach z Warszawy oraz nauczycielka wychowania fizycznego.

WIZA:
Wizę chińską można uzyskać w Ambasadzie Chińskiej Republiki Ludowej mieszczącej się w Warszawie na ulicy Bonifraterskiej 1, tel. 022 prefix 831 - 38 -36 Wizę można także zdobyć w Konsulacie Generalnym w Gdańsku na ulicy Grunwaldzkiej 1, tel. 055 prefix 341-79-11
Aby uzyskać wizę należy do wniosku wizowego dołączyć bilet powrotny z Chin. Jak wiadomo jest to mało realne, chyba że ktoś ma tak zasobny portfel, iż może sobie pozwolić na wykupienie choćby biletu lotniczego.
Najczęściej polscy turyści jadą do Mongolii, gdzie w zależności od szczęścia (kilka godzin do czterech dni) otrzymują za darmo wizy do Chin.
My miałyśmy więcej szczęścia. Wizy chińskie (na dodatek dwukrotnego wjazdu!!!) otrzymałyśmy w konsulacie w Gdańsku. Złożyłyśmy wnioski... i dzięki Reni (jednej z uczestniczek), która okazała konsulowi paszport z wcześniejszą chińską wizą (dwa lata temu była w Chinach, przy okazji wyprawy do Mongolii) udało nam się dostać je bez problemu.

Formularz wizowy - do pobrania

SZCZEPIENIA:
żółtaczka 134zł (można taniej za 42zł wykupując szczepionkę w aptece), 2 razy dur i tężec 2 x 8zł, błonica 1x 40zł
inne: Tabletki przeciwmalaryczne, których my nie miałyśmy. Jednak brałyśmy zwykłą witaminę B-complex, która "odstraszała" komary.

DOJAZD:
Do Chin można wjechać z Rosji (choć najczęstsza opcja to wjazd z Mongolii, z racji uzyskiwania tam wiz do Chin). My wybraliśmy przejście graniczne Zabajkalsk (Rosja) - Manzhouli (Chiny). Nie jest to zbyt fortunne przejście graniczne (z opowieści innych podróżujących Polaków najlepiej przekraczać granicę w rosyjskim Heihe), jednak przekraczaliśmy w tym miejscu granicę zarówno w drodze do, jak i z Chin.

CZAS:
Na terenie Chin obowiązuje czas pekiński, czyli przesunięty o sześć godzin wprzód do czasu obowiązującego w Polsce.

ŚRODKI TRANSPORTU, CZYLI KRÓTKI KURS O TYM JAK PRZEŻYĆ W CHINACH PRZEMIESZCZAJĄC SIĘ...
Podczas naszej podróży za główny środek lokomocji służył nam pociąg, jednakże w Chinach korzystałyśmy ze zwykłych autobusów, jak i specjalnych autobusów sypialnych oraz statku na rzece Jangcy. Poza tym często korzystałyśmy z różnych łódek i ryksz.
Jeśli chodzi o ceny, to najtańsze bilety są w Rosji, a najdroższe w Chinach. Poza tym w Chinach często jest problem z zakupieniem biletu na ten sam dzień. Należy takiego zakupu dokonać na co najmniej dzień czy dwa, choć bywa, że trzeba kupić go jeszcze wcześniej, jeśli jest to bardzo uczęszczana trasa. Poza tym wielokrotni trzeba "walczyć o miejsce przy okienku, bo Chińczycy nie uznają kolejek. Są trzy rodzaje biletów: hard seat, czyli siedzące, twarde miejsca leżące i miękkie miejsca leżące. Najtańsza jest opcja pierwsza, ale czasem nie jest łatwo wytrzymać nocą w pozycji siedzącej przez kilkanaście godzin bądź nawet dobę. Tym bardziej, że w chińskich pociągach nie ma przedziałów, tylko cały wagon stanowi jedno pomieszczenie. No i zapomniałabym... kupienie interesującego nas biletu należy również do nie lada wyczynu, gdyż wszystkie rozkłady jazdy podane są tylko i wyłącznie w chińskich "krzaczkach". Jednak, jak się trochę w tym kraju pobędzie, to każdy wyrobi sobie sposób na kupowanie biletów w kasie. Najlepiej Chińczykom w kasie miejscowość, do której zmierzamy pokazywać w tych krzaczkach (są w przewodniku Pascala), bo inaczej nie zrozumieją. Istotną sprawą jest pilnowanie swojego biletu, gdyż jest on sprawdzany również przy wyjściu z dworca, czyli po przybyciu na miejsce. W razie zgubienia płaci się karę.

Autobusy w Chinach... Najciekawsze są nocne - sypialne, nigdy nie wiadomo kiedy dojedzie się na miejsce i czy czasem nie będzie problemów po drodze. Autobusy te na ogół przyjeżdżają spóźnione i to nawet całkiem pokaźnie. Nie życzę nikomu zepsucia się autobusu po drodze, bo wtedy na takiej trasie np. z Harbinu do Pekinu zamiast 14 godzin jedzie się bagatela... 33 godziny!!! Poza tym podczas każdej takiej podróży ma się wrażenie, że jest to nasza ostatnia w życiu. Kierowca traktuje pasażerów, jak worki z kartoflami..., ale jak ktoś jest zmęczony, to zaśnie, jednak nie na długo. I nadużywają sygnału dźwiękowego, aczkolwiek po paru godzinach można dostać znieczulicy i prawie go nie słyszeć. Autobusy w Chinach są tańsze od pociągów, ale zdecydowanie polecam tę drugą opcję, bo pociągi przyjeżdżają punktualnie.

Jeśli chodzi o pociągi to jest tu wiele ciekawostek. Podróżując po Chinach udało nam się spotkać raptem dwa razy cudzoziemców jadących tak, jak my. Nie mam pojęcia, jak podróżują inni, bo chyba nie tylko samolotamiJ. W chodząc na dworzec zazwyczaj bagaż jest prześwietlany, mimo napisu, że nic nie stanie się filmom do aparatu, należy je zawczasu wyjąć. Wsiadanie do pociągu też jest swoistym przeżyciem raz, gdyż zanim wejdzie się na peron trzeba odczekać do przyjazdu pociągu w specjalnej hali, z której jest się wpuszczanym na peron przez obsługę dworca. Potem jest już istny kocioł... inwazja wszystkich Chińczyków na pociąg. Jest to dla mnie niezrozumiałe zważywszy na fakt, iż każdy kupuje bilet z miejscówką ,a jak kupi bez to wie, że będzie stał. Czasem może zdarzyć się prawdziwy desant na pociąg, tak, że powstaje zbita masa ludzi, która nie jest w stanie przecisnąć się przez drzwi nie życzę nikomu doświadczyć przebywania w samym centrum tego czegoś. Wiem co mówię... Jak już znajdziemy się w pociągu należy szybko odnaleźć swoje miejsce i równie szybko (jeśli nie szybciej) wrzucić swój bagaż na półki. Potem może być problem, jak Chińczyki wszystko zawalą swoimi tobołami. No i tak w ogóle to nie ma przedziałów, więc można dowoli przyglądać się Chińczykom... albo oni nam. Zapewniam, że pierwsze wrażenie śmiecących Azjatów na podłogę w wagonie oraz ich przeraźliwe plucie z charakterystycznym odgłosem zapadną każdemu na długo w pamięci...

Statek po Jangcy. Polecam! Zwłaszcza, że piękne widoki przełomów na rzecze będzie można podziwiać tylko do 2009 roku kiedy to zostanie zakończona budowa wielkiej zapory Gezhou i powstanie 600 - kilometrowy zbiornik wodny. Bilety sprzedawane są na cztery klasy (i piąta pod pokładem z bagażem). Klasy różnią się znacznie cenowo, ale wyglądem niebardzo, więc nie ma co szastać pieniędzmi tylko wybrać jedną z najtańszych - czwartą. Zresztą czy płynie się w czwartej czy innej klasie, to jest ciekawie... np. domowy inwentarz pod kojami....

Ceny biletów w Chinach
Trasa Rodzaj biletu Cena w RMB
Manzhouli - Harbin pociąg* 104
Harbin - Pekin autobus sypilany 250
Pekin - Szanghaj pociąg 180
Szanghaj - Guilin pociąg 194
Guilin - Pingxiang
(granica z Wietnamem)
autobus sypialny 145
Hekou - Kunming autobus zwykly 120
Kunming - Leshan pociąg + autobus 125
Leshan - Chongqing autobus zwykły 115
Chongqing - Yichang statek** 160
Yichang - Xian pociąg 113
Xian - Pekin pociąg 150
Pekin - Manzhouli pociąg 197
*- cena biletu hard sit (tylko takimi podróżowałyśmy)
** - cena biletu na czwartą klasę (była jeszcze gorsza... piąta pod pokładem)

WALUTA:
Yuany (RMB). Niestety nie możemy ich kupić w polskich kantorach. Wymienia się na miejscu dolary (1 USD = 8 yuanów). Zachodnia waluta wymieniana jest również w bankach o nazwie "BANK OF CHINA". Tylko w nich można wymienić pieniądze, bądź w kantorach.

POGODA:
W północnej części Chin (Pekin) latem temperatury są wysokie i dochodzą nawet do 38 stopni C. W dolinie rzeki Jangcy lata są długie, gorące i wilgotne. Chongqing nie na darmo nazywany jest przez Chińczyków piecem kraju. W okresie letnim można się spodziewać bardzo wysokich temperatur. Im dalej na południe, tym zwiększa się wilgotność powietrza, a w części południowo - wschodniej w okresie letnim występuje deszcz monsunowy.

PRZEWODNIKI:
Poruszając się po Chinach korzystaliśmy z przewodnika ,,Chiny" wydawnictwa "Pascal" Poza tym wiele informacji uzyskaliśmy dzięki Internetowi, głównie jeśli chodzi o Wietnam. Korzystaliśmy również z mapy Chin, dostępnej w polskich księgarniach. W samych Chinach i Wietnamie zaopatrzenie się w mapy i plany miast nie jest trudne. W wielu miejscach spotkać można krążących ,,sprzedawców" planów, którzy na siłę wciskają je turystom.


Wstecz
Dalej